Archiwa kategorii: Bez kategorii

Zmartwychwstanie Pańskie 2019

 

 

Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!

 

 

Z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego, pragnę złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia. Niech Zmartwychwstały Chrystus obdarza Was swoim błogosławieństwem, niech czyni Wasze serca czystymi i otwartymi na Dobro i Piękno, niech wzbudza w Was wiarę, nadzieję i miłość, a radość i pokój płynące z pustego grobu, niech staną się Waszym udziałem.

Z modlitewną pamięcią

ks. Tomasz

Rekolekcje Wielkopostne

W dniach 14-15-16 kwietnia przeżywaliśmy Akademickie Rekolekcje Wielkopostne.

Rozważania nad Słowem Bożym poprowadził ks. Piotr Gnat, dyrektor Szkoły Nowej Ewangelizacji im. Pawła VI. W rekolekcjach wzięło udział około 60 osób.

Ubogaceni słowem i przykładami z życia świętych pragniemy trwać w wielkopostnej zadumie a w Wielkim Tygodniu towarzyszyć Chrystusowi w Jego męce i śmierci, które poniósł dla naszego zbawienia. Ufni, że będziemy mieć współudział także w Jego chwalebnym Zmartwychwstaniu nieśmy światło wiary, nadziei i miłości, tak aby każdy kto na nas spojrzy mógł powiedzieć „Ten/Ta jest prawdziwie świadkiem Jezusa Chrystusa”.

Wielkopostne Rekolekcje Akademickie

Zapraszamy wszystkich do udziału w Akademickich Rekolekcjach Wielkopostnych, które odbędą się w Parafii Św. Jadwigi Królowej w Rzeszowie w dniach 14-15-16 kwietnia 2019 r.

„WIARA – NADZIEJA – MIŁOŚĆ”

Rekolekcje poprowadzi ks. dr Paweł Pietrusiak, Rektor WSD w Rzeszowie

Niedziela Palmowa, godz. 19.35 – Nabożeństwo Gorzkich Żali a o godz. 20:00 – Eucharystia z nauką dla młodzieży

Wielki Poniedziałek, godz. 20:00 – Eucharystia z nauką dla młodzieży

Całodniowa spowiedź wielkopostna od 9:00 do 12:00  (przerwa 10:30 – 11:00)  i od 16:00 do 20:00 (przerwa 18:00 – 18:30)

Wielki Wtorek, godz. 20:00 – Eucharystia z nauką dla młodzieży

 

Rozważanie Słowa Bożego

Zapraszamy na kolejne spotkanie formacyjne, które będzie miało miejsce w najbliższy wtorek – 09 kwietnia 2019 r. Tym razem będziemy rozważać Słowo Boże, a konkretnie Mękę Pańską.

W ramach przygotowania do spotkania przeczytajcie sobie czytania z Niedzieli Palmowej (Rok C) – Męka Pańska:
1. czytanie: Iz 50, 4-7.
Psalm: Ps 22
2. czytanie: Flp 2, 6-11
Ewangelia: Łk 22,1-23,56

Tradycyjnie, po spotkaniu o godz. 20:00 wspólna Eucharystia!

Katechezy przedmałżeńskie

Już w najbliższy wtorek (02 kwietnia 2019 r. – godz. 18:30) w ramach spotkań formacyjnych DA „Emaus” i RCS-u kolejna katecheza przedmałżeńska. Tym razem porozmawiamy o aspektach prawnych a konkretnie…

„Czy każdy może ważnie zawrzeć małżeństwo?”.

Serdecznie wszystkich zapraszamy!

Relikwie św. Charbela w Kościele Akademickim św. Jadwigi Królowej w Rzeszowie

Krótka historia życia św. Charbela

Święty Charbel (Youssef Makhlouf) urodził się 8 maja w 1828 roku w Bqaakafra, najwyżej położonej wiosce w Libanie, na wysokości 1800 m n.p.m., 140 km na północ od Bejrutu. Stąd rozciągał się widok na Wadi Kadisha – Świętą Dolinę, gdzie w licznych grotach żyli mnisi i pustelnicy. Rodzice byli żarliwymi katolikami obrządku maronickiego.

W wieku 23 lat uciekł z domu i wstąpił do Klasztoru Matki Bożej, przyjął imię zakonne Charbel. Matka odnalazła syna, bezskutecznie błagała go, by wrócił do domu. 1 listopada 1853 r. przywdział habit zakonny i złożył pierwsze śluby zakonne. Po ukończeniu studiów teologicznych 23 lipca 1859 roku brat Charbel przyjął święcenia kapłańskie.

Wyróżniał się w ascezie, pracy oraz posłuszeństwem. Jego dzień wypełniony był modlitwą, pokutą i pracą. Był całkowicie obojętny wobec dóbr materialnych i własnej woli. Wyrzekł się pieniędzy. Zwykle pościł, niewiele sypiał. Mówił tylko wtedy, gdy go pytano i odpowiadał cichym głosem. Szybko zauważono, że ma powołanie do życia w odosobnieniu. Był łagodny, pogodny, zawsze uprzejmy i zagłębiony w modlitwie. Nosił zawsze kaptur opuszczony na oczy.

 

Ostatnie 23 lata swojego życia spędził w pustelni, na odosobnieniu. Jego cela była całkowicie pusta, miała tylko 6 metrów kwadratowych. Lampa i dzbanek były jedynym umeblowaniem. Łóżkiem był siennik z dębowych liści pokryty kozią skórą. Często kładł się na gołej ziemi. W klasztorze jadał 2 razy dziennie zgodnie z regułą zakonną. Kiedy został eremitą jadał tylko raz dziennie, około 3 po południu. Jego posiłkiem była zazwyczaj zupa z jarzyn i kasza gotowana na oliwie. Podejmował liczne umartwienia, nigdy się na nic nie żalił, był zawsze uprzejmy i pogodny.

Zmarł w wigilię Bożego Narodzeniu 1898 r. Drogi do eremu zostały całkowicie zasypane śniegiem, do wysokości 1,5 metra. Stała się wówczas rzecz dziwna, otóż wszyscy okoliczni mieszkańcy otrzymali wewnętrzne przekonanie o śmierci o. Charbela i jego narodzeniu się do nieba. Młodzi mężczyźni wyruszyli z łopatami, aby odgarnąć śnieg. 25 grudnia, w dzień Bożego Narodzenia został pochowany we wspólnym grobie, przyległym do muru zewnętrznego klasztoru, poza klauzurą.

Gdy po jakimś czasie otwarto grób o. Charbela , a uczyniono to w obecności lekarza i innych świadków, okazało się, że była w nim woda z mułem, ale zwłoki świętego pozostały nienaruszone. Ciało o. Charbela wydzielało wspaniały zapach oraz płyn nieznanego pochodzenia. Zostało ono obmyte, ubrane w nowe szaty i włożone do trumny, do schowka niedostępnego dla wiernych. Co dwa tygodnie zakonnicy musieli zmieniać szaty z powodu stale wydzielającego się płynu. Od tego czasu zaczęły się liczne uzdrowienia za wstawiennictwem świętego.

Dopiero 24 lipca 1927 roku ciało o. Charbela zostało włożone do metalowej trumny, ta zaś znalazła miejsce w marmurowym grobowcu w kościele klasztornym. Ponieważ w 1950 roku z tego grobowca zaczął wyciekać tajemniczy płyn, Patriarcha kościoła maronickiego wydał polecenie otwarcia grobu i ekshumacji zwłok. Ciało pustelnika wyglądało tak jak w chwili śmierci, nie wykazywało żadnych objawów rozkładu. Wydawało się, że o. Charbel śpi. Ciało świętego było giętkie, w nienaruszonym stanie, ale zanurzone w tajemniczym płynie, który się z niego nieustannie wydobywał. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie. Ciało w ciągu 17 lat było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że ciało o. Charbela zachowuje się w nienaruszonym stanie, wydzielając tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 roku o. Charbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. został kanonizowany na placu Św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu Świętego Pustelnika, gdzie dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała, nawrócenia liczone w tysiące.

 

Św. Charbelu, módl się za nami!

Wspólnotowe Nabożeństwo Drogi Krzyżowej

Tym razem w program naszych wtorkowych spotkań wpisało się Wielkopostne Nabożeństwo Drogi Krzyżowej.

26 marca o godz. 19:00 w Kościele Św. Jadwigi Królowej mieliśmy okazję wspólnie rozważać tajemnice męki i śmierci naszego Pana Jezusa Chrystusa, który oddał życie dla naszego zbawienia. Nabożeństwo przygotowali i poprowadzili członkowie DA „Emaus” i Ruchu Czystych Serc, a o śpiew zatroszczyli się nasi muzyczni.

Wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób zaangażowali się w przygotowanie Nabożeństwa wielki Bóg zapłać!

 

Spotkania integracyjne – tym razem była Pizza

Członkowie DA Emaus i Ruchu Czystych Serc spędzają czas nie tylko na duchowym rozwoju, ale również na integracji. We wtorek 12 marca około 20 osób z naszej Wspólnoty wraz z duszpasterzem po wspólnej Eucharystii wyszło na pizzę. Czas w ten sposób spędzony był wspaniałym doświadczeniem. Mogliśmy się lepiej poznać, wzmocnić wzajemną przyjaźń i radośnie spędzić wieczór. Z pewnością podtrzymamy zwyczaj wspólnych wyjść integracyjnych zatem nie pozostaje dodać nic innego jak tylko… do następnego razu!

Misje w San Salwador

Kochani, właśnie otrzymaliśmy kolejny list od Oleny, naszej koleżanki ze wspólnoty Emaus i RCS, która przebywa na misjach w San Salwador, w Ameryce Południowej. Poniżej publikujemy treść jej 2 listu:

Moi Drodzy,

Minęły już 3 miesiące naszej wspólnej misji.

Tutaj czas leci bardzo szybko. Możliwe, że przyczyną jest klimat, który prawie się nie zmienia (codziennie jest około 32°C). Może również z tego względu, że każdego dnia mamy dużo różnych rzeczy do zrobienia, czy też dlatego, że bardzo mi się tu podoba.

 

Czy jest możliwe, aby na innym kontynencie spotkać ludzi, który przyjmą Ciebie jak członka rodziny? Czy w najniebezpieczniejszej dzielnicy obcego kraju można czuć się jak w domu?

Mi samej ciężko w to uwierzyć, ale tak się czuję. Za każdym razem, kiedy wracamy do naszego domu, dzieciaki z dzielnicy przybiegają się przytulić, sąsiedzi witają nas, jakbyśmy się nie widzieli przez miesiąc, a dziadkowie dopytują się gdzie byliśmy i co robiliśmy. Wszyscy są tacy mili, uśmiechnięci mimo problemów i trudnych sytuacji, które przeżywają. Podchodzą do wszystkiego z wielkim entuzjazmem i wiarą na lepsze życie. Nie idealizuję sytuacji, nie mówię, że ludzie czują się bardziej bezpieczni, niż kiedy przyjechałam. Zaskoczyła mnie prośba sąsiadek, które mają 12 lat, żeby pójść z nimi w południe dwie uliczki dalej do ich koleżanki ze szkoły. Tym bardziej nie mogłam uwierzyć, że one nie widziały nawet, gdzie dokładnie ona mieszka – okazało się, że 100 metrów dalej!!! Tak już tutaj jest i o tym pisałam w pierwszym liście. Przez strach przed niebezpieczeństwem nie odwiedzają się nawzajem (chyba, że ktoś im towarzyszy). Tutaj nie wyciąga się na ulicy telefonów ani żadnych innych przedmiotów.

Trzeba być bardzo ostrożnym, lecz kiedy przestaniesz patrzeć tylko pod tym kątem, przestaniesz na każdym kroku myśleć o niebezpieczeństwie, policji i wojskowych, a będzie ci dane zobaczyć, jak piękny jest ten kraj (zwłaszcza zachody Słońca), jacy niesamowici ludzie tu mieszkają, jak są życzliwi i chętni do pomocy, nawet kiedy to oni potrzebują jej najbardziej.

Najmilsi, nie przestaje dziękować za Wasze modlitwy i troskę, zapewniam, że czuję się dobrze i bezpiecznie.

Hospital Bloom!

Ten apostolat jest dla mnie bardzo ważny! Takie małe dzieciaki, a z tak ogromną miłością.

Z podziwem patrzę na nich i na ich rodziców. Podziwiam odwagę i spokój trwania w tym ciężkim doświadczeniu. Zwykle z dziećmi przebywają ich matki, ale zdarza się również, że i ojcowie. Dzień i noc czuwają przy swoich dzieciach. Wychodzą z szpitala tylko na chwilę, żeby wziąć prysznic w domu naprzeciwko. W nocy śpią na krześle, które rozkłada się w leżak. Są zmęczeni i padnięci, ale nie narzekają, tylko opowiadają  o wszystkich trudnościach z wielką nadzieją i wiarą, że ich dzieci szybko wrócą do zdrowia.

 

Tetiana

Po długiej przerwie spotkałam ją kolejny raz w szpitalu. Taka radość jakbym spotkałam koleżankę, z którą nie rozmawiałam od lat. Niestety nie czuje się lepiej, a z całego jej ciała nadal schodzi skóra. W szpitalu jest bardzo zimno, a przez chorobę Tetiana bardzo mocno odczuwa chłód, co sprawia, że chodzi i je w rękawiczkach, czapce i kurtce. Niezmiennie jednak, głośno i radośnie się śmieje, co jest rzadkością w tym miejscu. Proszę Was o chociaż krótką modlitwę o zdrowie dla niej oraz dla Emilii, która jest przecudowną dziewczynką z naszej kolonii i jest naprawdę w bardzo ciężkim stanie.

Puntos Corazón

Codziennie po jutrzni otwieramy drzwi naszego domu i przez kraty witamy ludzi, którzy przechodzą obok. Z daleka słyszymy dźwięk wózka sąsiadów, którzy wracają z rynku, ktoś przychodzi wypić z nami kawę, później witamy sąsiada, który wraca z przedszkola, innych, którzy wracają ze szkoły (jedni chcą się pochwalić, czego się nauczyli, a inni proszą o pomoc), jeszcze inni przychodzą się przywitać w drodze do szkoły – tutaj zajęcia odbywają się na dwie zmiany (7:00-12:00/13:0018:00). Niektórzy proszą, żeby razem z nami gotować obiad.

Codziennie mamy adorację (każdy wybiera sobie godzinę), a po wspólnym odmówieniu różańca odwiedzamy ludzi, zaczynając od starszych i chorych. Następnie jest msza, nieszpory, a po kolacji nadal dzieci z ulicy wołają, żeby spędzić z nimi jeszcze trochę czasu, jeszcze raz zagrać w ulubioną grę lub po prostu porozmawiać. W zależności od dnia mamy też różne aktywności. Na przykład co wtorek odwiedzamy dzieci w szpitalu Bloom, w sobotę mamy „permanencję” (czyli szczególny dzień na zabawy z dziećmi w naszym domu) i gramy w piłkę, a w niedziele idziemy do dzielnicy „independencia”, oddalonej trochę od naszej i tam gramy z dziećmi.

Jednego wieczoru dzieci poprosiły mnie o linę do skakania, żeby pograć na ulicy. Przyszło bardzo dużo dzieci. To był dobry czas, niektóre z nich znałam już dużo lepiej. Tylko kiedy już się zbierałam, żeby iść spać, jeden chłopiec uciekł z liną do swojego domu. Inny powiedział, żebym się nie martwiła i pobiegł za nim. Po chwili wrócili obydwoje. Przeprosili, przytulili mnie, a ja wróciłam do domu bardzo z nich dumna. Tym zachowaniem drugi chłopiec pokazał mi, że jestem jedną z nich i że mogę liczyć na ich pomoc. Wiem, że nie tylko ja jestem tutaj dla nich, ale i oni są dla mnie, i tylko razem ta misja ma sens.

Takie chwile sprawią, że każdego wieczoru czekam na nowy dzień, kolejne spotkania i ciepłe rozmowy. Co do ostatniego, to mam wielkie szczęście. Niedawno, kiedy odwiedzaliśmy jedną rodzinę, zobaczyłam  z ulicy sąsiada, który patrzył z wielką ciekawością (przez trzy miesięcy misji nie poznałam jeszcze wszystkich przyjaciół Domu Serca, ale teraz do tej listy mogę dodać Pana Feliksa).

W odpowiedź na zwykłe pytanie o zdrowie, dowiedziałam się, że Pan Feliks miał operacje głowy i prawej nogi, teraz cierpi na prawostronny paraliż i ma problem z wymową niektórych słów. Mieszka sam, ma dzieci, które go odwiedzają, ale bardzo rzadko. Przemieszcza się na wózku i gotuje jedzenie lewą ręką. Powiedział mi również, co najbardziej mu smakuje i co gotował tego dnia. Wiem, kiedy ma urodziny, czym się kiedyś zajmował, i że to właśnie było przyczyną tej choroby – praca na statku. Jak to możliwe, że pan, który nigdy nie wychodzi z domu, nie rozmawia z sąsiadami, opowiedział tyle o swoim życiu osobie, którą widzi pierwszy raz? A może po prostu wszyscy do tego się przyzwyczaili: do tego, że cały czas sam w domu, że się nie odzywa? Może nikt nie próbował zmienić tej codzienności? Przypomniałam sobie o moim sąsiedzie w Polsce. Kiedy zmieniłam mieszkanie, spotykałam każdego ranka na klatce schodowej jednego starszego Pana, któremu codziennie mówiłam „Dzień dobry!” a jego codzienną odpowiedzią była cisza. Myślałam, że ten pan ma problem ze słuchem, ale z przyzwyczajenia codziennie nadal się z nim witałam. Aż jednego dnia nie tyle co odpowiedział, ale zapytał mnie, dokąd tak się codziennie spieszę. Po czym każdego dnia dodawał kolejne pytanie. Czy Wy też znacie takich ludzi?

 

Chce się z Wami podzielić jeszcze jedną dobrą wiadomością. Miesiąc temu dołączyła do nas Ludmiłanowa misjonarka z Argentyny. Pamiętacie, jak wam opowiadałam o Emmanuelu? Wymienili się państwami. Ludmiła ma 21 lat, przyjechała na 14 miesięcy.

 

Najmilsi, jeszcze raz dziękuję za Waszą obecność w moim życiu, za maile, wsparcie i te wszystkie ciepłe słowa. Proszę Pana Boga o wszelkie łaski dla Was i Waszych rodzin.

Pozdrawiam serdecznie,

Olena Nesteruk

Droga Krzyżowa ulicami Rzeszowa

Jak co roku, na rozpoczęcie Wielkiego Postu (w piątek 8 marca 2019 r.) ulicami Rzeszowa przeszła Droga Krzyżowa, której przewodniczył bp Jan Wątroba. Podczas nabożeństwa modlono się za ofiary pedofilii w ramach Dnia Modlitwy i Pokuty wynagradzającej za grzechy wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych.

Jako wspólnota Duszpasterstwa Akademickiego Emaus i Ruchu Czystych Serc nieśliśmy Krzyż od stacji IX do stacji X. Jako że zabrakło pracowników naukowych uczelni Rzeszowa mieliśmy radość niesienia Krzyża także przy kolejnej stacji, tj. od X do XI.